Rozmowę z prof. Adamem Grochowalskim dla Wyborcza.biz przeprowadziła Dominika Wantuch.

Prof. Adam Grochowalski (MICHAŁ ŁEPECKI)

Prof. Adam Grochowalski (MICHAŁ ŁEPECKI)

Skład powietrza, które wdychamy, przypomina skład niektórych gazów bojowych – mówi prof. Adam Grochowalski z Politechniki Krakowskiej. Winni są ludzie, którzy do domowych pieców wrzucają byle jaki węgiel i śmieci.

DOMINIKA WANTUCH: Od lat bada pan popiół, który strażnicy miejscy pobierają podczas kontroli domowych pieców węglowych. Te analizy zaskakują?

PROF. ADAM GROCHOWALSKI: Dziś już niewiele mnie dziwi. Mówię to z rozczarowaniem i ze złością. Bo pomimo ustawy śmieciowej, pomimo akcji edukacyjnych ludzie wciąż do pieca wrzucają wszystko. W połowie badanych przeze mnie przypadków znajduję w popiele pozostałości śmieci. W piecu lądują tworzywa sztuczne, opakowania, stare meble, sprzęty elektroniczne, szkło, butelki PET, folie, stare gazety, gumy…

W głowie się to nie mieści.

 

– Najbardziej popularne są śmieci codziennego użytku. Opakowania po jogurtach, olejach, proszkach do prania, płynach, pastach do zębów, folie, butelki PET. To jest też jeden z najgorszych rodzajów śmieci. To świetnie ogrzewa, ale nie spala się kompletnie. Np. folia wzlatuje do komina i oblepia go. Jest nie tylko groźna dla zdrowia, ale też niebezpieczna dla właściciela. Wystarczy nieszczelny komin, drewniany strych, dach pokryty papą. Niejeden dom już spłonął przez takie palenie.

Załóżmy jednak, że ten dom, w którym do pieca właściciel właśnie wrzucił wszystko, co miał w koszu na śmieci, nie spłonął. Pokoje ogrzane, na kuchni gotuje się obiad, z komina leci dym. A w nim?

– Na przykład wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne. To potężna grupa związków, które zawierają m.in. węgiel, azot, siarkę. W opakowaniach po jogurtach z polistyrenu znajduje się niebezpieczny, śmierdzący gaz – styren. Porównałbym skład niektórych spalin, które badam, do składników broni chemicznej i gazów bojowych. Trudno w to uwierzyć, ale tak właśnie jest. Wskutek spalania śmieci, palenia w starych piecach, które nie spełniają żadnych norm, i palenia byle jakiego węgla powstaje cały bukiet toksycznych związków, które przez komin opadają na ziemię. Z powietrzem, które wdychamy, przedostają się też do naszego organizmu. Małe cząstki trafiają bezpośrednio do oskrzeli i są transportowane przez krew. Ona wysysa z pyłu związki chemiczne i bezpośrednio rozprowadza je do naszych komórek.

I truje.

– Jak mawiał Paracelsus: „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Zależy od dawki”. Polacy przyjmują niewielkie dawki trujących substancji, ale często. Bo palenie śmieciami i odpadami węglowymi to proceder uprawiany w okresie jesienno-zimowo-wczesnowiosennym w całej Polsce. Nie skutkuje nagłą, silną reakcją, jak w przypadku zatrucia byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki dioksynami. Ale to właśnie przez toksyczne substancje zawarte w powietrzu nieraz budzimy się z czerwonymi, łzawiącymi oczami, kaszlem, chrypą. Najbardziej groźne te związki są dla osób starszych i dzieci, które są bardziej wrażliwe i mniej odporne na infekcje. Nie dziwmy się też, że po latach wdychania takich substancji mamy problemy ze zdrowiem, przewlekłe infekcje, alergie.

Co jeszcze, oprócz różnych opakowań, ląduje w piecu?

– Zacznijmy od początku. Aby rozpalić piec, trzeba mieć podpałkę. Polacy upodobali sobie do tego stare gazety. Ale zostaje pytanie: „Co to jest papier?”. Bo jak weźmiemy kolorowy tygodnik, to przecież on jest pokryty tworzywem sztucznym, kolorowe farby zawierają chemiczne pigmenty. I to powinno lądować w wyspecjalizowanej spalarni odpadów, bo to nie jest już papier.

Rozpaliliśmy w piecu gazetą, plastikowe butelki już nieco przygasły. Po co sięgamy dalej?

– A choćby po płyty meblowe. Spotkałem się kiedyś z atestem jednego z instytutów, który stwierdził, że płyty meblowe to biomasa. Zagotowało się we mnie i napisałem w tej sprawie do ministra środowiska. Bo połowa masy tych płyt to sama chemia. Lepiszcza na bazie aldehydu, formaliny, fenolu i mocznika – substancji, z których każda sama w sobie jest dla człowieka bardzo niebezpieczna. W momencie spalania one destylują i uwalniają toksyczne gazy.

Przejeżdżając Polskę wzdłuż i wszerz, można odnieść wrażenie, że w ogóle rozmaite stare meble i wszystko, co jest związane z ich produkcją, ląduje w piecach. Pod domami, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, nierzadko widać upakowane na kupie pozostałości po remontach.

– Polak myśli tak: likwidujemy stolarkę drewnianą i przecież coś z nią trzeba zrobić. Kilka lat temu, kiedy w moim laboratorium trwał remont, zostały 40-letnie panele, malowane wielokrotnie. I robotnicy, gdy je zdjęli, ucieszyli się: będziemy mieć do spalenia w zakładzie. Protestowałem, tłumaczyłem, ale nie wierzę, że oni tego nie spalili i zamiast tego wywieźli do spalarni. A takie stare lakierowane drewno, framugi drzwi i okien to sama chemia. Do niedawna drewno było malowane lakierami zawierającymi ołów. Ołów jest też w kicie, którym niegdyś montowano okna. Z kolei biała farba stosowana do okien to biel cynkowa. I spalając to, emitujemy ogromne ilości ołowiu i cynku. Te pierwiastki potem znajdujemy w sałacie i innych warzywach uprawianych w ogródkach, bo one osiadają z popiołem na liściach tych warzyw.

Co jeszcze znajdziemy w przydomowych ogródkach?

– Arsen. W wielu próbkach popiołu, które dostarcza mi straż miejska, znajduję arsen, który pochodzi ze spalania sprzętu elektronicznego. Oznacza to, że w piecach lądują stare telefony, radia. Są też odpady, które spala się częściej w pewnych grupach. Np. robotnicy budowlani, choć nie tylko oni, spalają styropian budowlany.

Dlaczego? Przecież to można wywieźć.

– Ale to jest kosztowne. A styropian zajmuje dużo miejsca. Więc palą gdzieś za chałupą, jak nikt nie widzi. I do powietrza, a potem do naszych płuc, emitują silnie rakotwórcze węglowodory aromatyczne. Ale ja uważam, że nie tylko kwestie ekonomiczne są powodem palenia odpadów. Znam dobrze sytuowanych ludzi, którzy do pieca wrzucają wszystko. Z przyzwyczajenia, wygody. I to jest według mnie dowód głupoty ludzkiej. Braku świadomości tego, że wrzucając śmieci do pieca, narażamy nie tylko siebie na poważne choroby, ale też swoje dzieci.

Z działaczami Polskiego Alarmu Smogowego ujawnił pan, że w jajkach, które powinny być zdrowe, bardzo duże stężenia dioksyn pochodzące z palenia w piecach śmieciami. Niedawno prokuratura w Krakowie wszczęła też śledztwo przeciwko mężczyźnie, który w piecu palił zużyty olej silnikowy.

– A jednak to powszechny proceder, najczęściej stosowany przez zakłady samochodowe. Owszem, taki olej może być spalony jako niebezpieczny odpad, ale tylko w odpowiednich instalacjach wyposażonych w katalizatory i filtry. Piecyki w warsztatach samochodowych nie spełniają podstawowych kryteriów dotyczących emisji. One nie mają żadnych atestów środowiskowych, a jeśli mają, to znaczy, że ten, kto taki atest wystawił, popełnił przestępstwo

Proceder powszechny, ale czy niebezpieczny?

– Olej silnikowy jest komponowany, aby nim smarować, a nie palić go w piecu. W związku z tym zawiera różnego rodzaju dodatki poprawiające smarność, trwałość i zabezpieczające gładź silnika przed ścieraniem. Mogą się w nim znajdować fluor, estry i wiele innych substancji, które w wyniku spalania tworzą bukiet zanieczyszczeń, których nie chcemy mieć w płucach. Ale mamy, bo te związki – węglowodory aromatyczne, aldehydy, kwasy organiczne, metale ciężkie, nikiel, chrom, wanad, kobalt, molibden – i wiele innych – wydostają się przez komin, w postaci maleńkich części opadają i unoszą się nad ziemią w powietrzu, które wdychamy. Tak się dzieje w całej Polsce i szczęście mają te rejony kraju, które są lepiej przewietrzane, bo rozdmuchują nieco te zanieczyszczenia.

Ale nie możemy liczyć tylko na wiatr.

– Absolutnie nie. Po pierwsze, ustawa śmieciowa powinna być lepiej egzekwowana, a kary za palenie śmieciami wyższe. Po drugie, musimy wyeliminować z rynku stare piece – kopciuchy, które emitują najwięcej zanieczyszczeń, nawet gdy spalamy węgiel. Do nowoczesnych pieców nie da się wrzucić śmieci i byle czego, i takie powinny być w domach. No i ostatnia kwestia – wyeliminowanie z domów paliwa wytworzonego z odpadów węglowych. Przemysł spala tylko paliwa wysokiej jakości. Właśnie te najgorsze trafiają do prywatnych domów. Jeżeli już, to w domach powinien być tylko spalany węgiel najwyższej jakości.

Oddychać po ludzku

Oddychać po ludzkuPolskie powietrze jest najbardziej zanieczyszczone w Unii Europejskiej. Jesteśmy czarną plamą na unijnej mapie. Efektem tej sytuacji są tysiące przedwczesnych śmierci i zwiększona liczba zachorowań na choroby płuc, serca i nowotwory. W Polsce z powodu zanieczyszczeń powietrza w ciągu roku przedwcześnie umiera 46 tysięcy osób.

W 2016 r. w ramach akcji społecznej „Oddychać po ludzku” organizowanej przez „Gazetę Wyborczą”, chcemy skupić się m.in. na zwiększeniu świadomości Polaków dotyczącej przyczyn i skutków zanieczyszczenia powietrza, wdrażaniu ustawy antysmogowej przez samorządy oraz zachęcaniu do korzystania z komunikacji miejskiej i ekologicznego transportu.

Więcej: wyborcza.biz/oddychacpoludzku